To nie jest miasto dla ładnych kobiet

W Iranie znów zawrzało. Na ulice Teheranu i położonego trzysta kilometrów na południe od stolicy, Esfahanu, który słynie ze swego urzekającego piękna, wyległy setki osób. Tym razem jednak protesty nie mają podłoża politycznego, a społeczne. Irańczycy, a zwłaszcza kobiety, czują się zagrożeni, obawiają się o swoje życie i zdrowie. Przyczyną tego strachu jest osoba lub cała grupa osób, które w biały dzień oblewają twarze młodych, atrakcyjnych kobiet kwasem siarkowym.


Właśnie minęły trzy tygodnie od pierwszego ataku i - jak podają oficjalne media - ofiarą szaleńca padły cztery kobiety. Nieoficjalnie mówi się jednak o co najmniej dziesięciu. To dlatego dziś pod budynkiem Sądu Miejskiego w Esfahanie, a w stolicy pod budynkiem irańskiego parlamentu, zgromadziły się setki osób domagających się podjęcia radykalnych działań w celu ujęcia sprawcy lub sprawców tych ataków. Zdaniem protestujących tamtejsza policja i prokuratura, która jeszcze niedawno chwaliła się tym, że w ciągu dwóch godzin od ukazania się teledysku Happy, nakręconego przez grupę irańskich studentów, znała personalia wszystkich uczestników, w przypadku tej sprawy okazuje się zupełnie niekompetentna.


O sprawcy nie wiadomo prawie nic. Jest nim podobno młody mężczyzna, który atakował kobiety głównie między godziną 7 a 7:30 wieczorem. Trzy spośród czterech oficjalnie potwierdzonych ofiar zaatakowane zostały w chwili, gdy prowadziły samochód. Sprawca zbliżył się do nich na motocyklu i znienacka oblał je kwasem. Jako że na głowie miał kask motocyklowy, żadna z ofiar nie miała nawet szansy dostrzec jego twarzy.

Jak powszechnie się uważa, sprawca wybierał swoje ofiary przypadkowo spośród kobiet, które jego zdaniem były nieobyczajnie ubrane. W relacjach z Iranu bardzo często słychać słowo badhedżabi, które określa kobietę nieskromnie ubraną (dosł. tłum. kobieta o złym hedżabie). Powstaje jednak pytanie czym jest ten zły hedżab i czy istnieją jakiekolwiek kryteria sztywno określające, co kobieta powinna mieć na sobie. Otóż nie. Policja obyczajowa jednego dnia bez mrugnięcia okiem aresztuje wszystkie kobiety, którym chustka zaledwie odsłania grzywkę, podczas gdy innego dnia można przemaszerować przed radiowozem w chuście zaczepionej na słowo honoru na misternie uplecionej na czubku głowy konstrukcji z włosów i różnego rodzaju spinek. Jednego dnia obcisłe manto, spod którego prześwituje biustonosz, ujdzie uwadze policji, a następnego kobieta zostanie zatrzymana, mimo że ma na sobie grube porządne manto, ale, zdaniem policji, zbyt krótkie. Reguły nie ma. Oczywiście zdaniem wielu optymalny strój dla kobiety to czador, czyli czarna płachta szczelnie zakrywająca ciało. Nie jest on jednak wymagany np. od studentek, ani urzędniczek które wystarczy, że głowę przykryją magnae, czyli swoistym kapturem, którego poły sięgają ramion i dekoltu. A zatem określenie badhedżabi jest dość płynne. Tym niemniej początkowo sądzono, że sprawca prowadzi swoistą krucjatę mającą nauczyć kobiety moresu. Teza ta jest również bardzo powszechna w mediach społecznościowych, gdzie oskarżenia padają wprost pod adresem władzy, która w ten sposób miałaby rzekomo wprowadzać nową politykę zaostrzenia dress-code’u obowiązującego kobiety w Iranie.
Przekonanie to podsycane jest także oświadczeniem paramilitarnej fundamentalistycznej grupy Ansar-e Hezbollah, która we wrześniu tego roku poinformowała o radykalizacji swoich działań związanych z dbałością o właściwą postawę moralną obywateli Iranu. Ansar-e Hezbollah znana jest m.in. z przeprowadzenia w latach 90-tych licznych ataków na nauczycieli akademickich i studentów.

Jednak matka jednej z ofiar stanowczo zaprzecza tezie o tym, aby ataki skierowane były na badhedżabi. W wypowiedzi dla Radio Farda - perskiej sekcji radia Wolna Europa, kobieta stwierdziła, że jej córka w chwili ataku z pewnością miała na głowie magnae i była bez makijażu. Inna ofiara, jak podaje irańska prasa, została zaatakowana pomimo narzuconego na głowę czadoru. Gholamhosejn Mohseni-Eżei, rzecznik prasowy Sądu Miejskiego w Esfahanie, także zaprzecza tym informacjom mówiąc, że nie ma dowodów, aby sądzić, że sprawca wybierał kobiety ubierające się nieobyczajnie.

Gazeta Szargh przytacza także słowa policjanta, który mówi, że ta teoria została już niemal w całości odrzucona, a esfahańska policja doszukuje się motywów w prywatnej zemście. Jednak wydaje się, że ostatnia teza również jest mało prawdopodobna. O ile bowiem w przypadku, gdybyśmy mieli do czynienia z 4 ofiarami, teza o zemście mogłaby być prawdopodobna, o tyle w sytuacji, gdy kobiet, które zostały zaatakowane kwasem jest kilkanaście, wydaje się już wątpliwa.

Wielu prominentnych ajatollahów, a wśród nich ajatollah Sejjed Jusef Tabatabaeineżad, imam piątkowy Esfahanu, potępiło ataki, zwracając uwagę, że nie jest istotnym, jaką motywacją kieruje się złoczyńca; nawet jeśli jest to obrona moralności, to oblewanie kogokolwiek kwasem zasługuje na najwyższe potępienie, a szariat jest zdecydowanie przeciwny takim praktykom. Jak mówi wysoki przedstawiciel policji, w Iranie nie ma miejsca na samodzielne wymierzanie sprawiedliwości - od tego są sądy. Warto w tym miejscu wspomnieć, że napastnikowi, jeśli uda się go ująć, grozi kara śmierci.

Od początku ataków irańskie media ogarnął chaos informacyjny. Codziennie pojawiają się sprzeczne informacje. Policja już kilkakrotnie informowała o ujęciu podejrzanego. Jednak za każdym razem słowa te były dementowane już następnego dnia. Ostatnio podejrzanym był mężczyzna, który dokonał takiego aktu w 2011 r. Dwa dni temu aresztowano czterech kolejnych mężczyzn. Z każdą nową ofiarą panika społeczna narastała i dziś osiągnęła swoje apogeum.

Protestujący zgromadzeni pod esfahańskim sądem oraz parlamentem w Teheranie domagali się podjęcia natychmiastowych i zdecydowanych działań. Nie przekonują ich już zapewnienia Hodżatoleslama Mostafy Purmohammadiego, ministra sprawiedliwości, który 21 października zapewniał, że odpowiednie służby podjęły się złapania sprawcy i uczynią to w najbliższym czasie.
Rozwścieczony tłum przez osiem godzin skandował dziś hasła “Nasza hańba, nasza hańba, parlament naszą hańbą!”, czy “Cisza to poparcie dla DAESZ” (ISIS). Na kilka godzin okrzyki “Śmierć Ameryce”, tak dobrze znane z demonstracji zwolenników reżimu, aranżowanych przez irańskie władze, ustąpiły miejsca okrzykom “Śmierć kłamcom” i “Śmierć oprawcy z kwasem”.

Niewątpliwie rząd w Teheranie poddany są ogromnej presji społeczeństwa, które domaga się nie tylko rychłego zatrzymania sprawcy ataków, ale także poprawienia bezpieczeństwa publicznego. A wszystko to w obliczu zbliżającego się wielkimi krokami deadline’u rozmów Iranu z grupą 5+1, który wyznaczono na dzień 24 listopada 2014 r. Jeśli rozmowy w Wiedniu się nie powiodą i sankcje międzynarodowe, których skutki odczuwają na co dzień mieszkańcy Iranu, nie zostaną przynajmniej w odczuwalnym stopniu zmniejszone, kto wie, czy obecne zamieszki nie przeistoczą się w kolejny protest polityczny.
Trwa ładowanie komentarzy...