Energia jądrowa dla wszystkich, broń atomowa dla nikogo

Przez ostatnie dwa dni oczy całego świata zwrócone były na Bagdad, gdzie państwa grupy 5+1, Wielka Brytania, Francja, Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny oraz Niemcy podejmowały próby dojścia do porozumienia z Iranem w sprawie jego programu nuklearnego.

23 maja 2012, a 3 chordada 1391 według kalendarza perskiego, to data o historycznym znaczeniu dla Irańczyków. Dokładnie 30 lat temu podczas wojny iracko-irańskiej armia Islamskiej Republiki wyzwoliła strategiczne miasto Choramszahr. Wydarzenie to poczytywane jest w Iranie za jeden z największych sukcesów w historii ośmioletniej, wyniszczającej wojny z Saddamem Husajnem, a rocznica tego wydarzenia jest co roku hucznie obchodzona. Zbieżność dat nie uszła uwadze komentatorów irańskich, którzy przed rozmowami Iranu z grupą pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ plus Niemcy, podkreślali, że atmosfera wokół negocjacji jest niezwykle korzystna dla ich kraju i 23 maja w Bagdadzie można oczekiwać równie spektakularnego zwycięstwa, jak 30 lat temu, gdy odbito Choramszahr z rąk irackich najeźdźców.


Przez ostatni miesiąc gazety i tygodniki irańskie poświęcały mnóstwo miejsca specjalistycznym analizom dotyczącym wpływu, jaki będzie miał wynik rozmów bagdadzkich na sytuację gospodarczą kraju. Iran od dawna boryka się z problemami ekonomicznymi. W ciągu ostatniego roku ceny podstawowych artykułów żywnościowych jak chleb, mleko, mięso, czy warzywa wzrosły nawet o 200%. Warto wspomnieć, że wynagrodzenia w tym samym czasie podniesiono najwyżej o 10-20%. Tak zła sytuacja gospodarcza jest tylko częściowo wynikiem międzynarodowych sankcji, które zaostrzono w styczniu tego roku. W dniu ich ogłoszenia kurs dolara oraz euro wzrósł o ponad połowę, a w konsekwencji produkty zagraniczne drożały w takim tempie, że sprzedawcy przestali oznaczać je cenami, mówiąc, że jutro będą one z pewnością wyższe. Kryzysowi nie pomogła również nieudolna polityka ekonomiczna rządu prezydenta Mahmuda Ahmadineżada. Bank Centralny przez kilka miesięcy po gwałtownym wzroście cen walut sztucznie utrzymywał zaniżone notowania, zmuszając przedsiębiorców do rozliczania transakcji po niekorzystnym dla nich kursie.

W Iranie wszyscy mają w pamięci ten piramidalny wzrost jak i niemal równie spektakularny spadek wartości walut, który nastąpił na skutek pomyślnego przebiegu poprzedniej tury rozmów z grupą 5+1, która odbyła się w Stambule w kwietniu tego roku. Wówczas kurs dolara i euro w ciągu jednego dnia spadł o blisko 20%. Analizy wskazują, że po majowych negocjacjach w Bagdadzie, przed rozpoczęciem których obie strony deklarowały podjęcie wspólnych wysiłków w celu rozwiązania problemów, dolar wróci do notowań z początku roku, czyli do poziomu ok 12.000 riali (w momencie szczytowym cena dolara osiągnęła 19.000, a bywały chwile, że pokonywała próg 20.000)

Kursy walut nie są jednak tak palącym problemem dla przeciętnego Irańczyka jak notowany ostatnio wzrost cen złota i tym samym zwiększenie wartości irańskich sekke, czyli monet, w których wpłacane jest mehrie – pieniądze, otrzymywane przez kobietę jako zabezpieczenie na wypadek rozwodu. Ten temat z oczywistych względów znacznie bardziej rozgrzewa irańską opinię publiczną. Tym, którzy nie są zainteresowani polityką międzynarodową sen z powiek spędzają głównie narastające trudności życia codziennego jak rosnące ceny ryżu, który stanowi podstawę codziennej diety Irańczyka. Jedzony z masłem, którego ostatnio również zabrakło w irańskich sklepach, pochodzi już niemal w większości z importu.

Skoro tak jest, to czy irańska ulica jest zainteresowana samym wynikiem negocjacji w Bagdadzie? Lub inaczej, czy interesuje ją, decyzja jaką podejmą władze Islamskiej Republiki Iranu w kwestii wzbogacania uranu do poziomu 19,75% umownie określanego jako 20%? Czy obywatele zastanawiają się nad zasadnością odesłania poza granice kraju uranu już wzbogaconego do tego stopnia?

Odpowiedź brzmi nie. Dla opinii publicznej jest to albo oczywiste, albo obojętne. Oczywiste, gdyż niemal każdy Irańczyk twierdzi, że jego kraj ma prawo do rozwijania swojego programu nuklearnego i żadne obce mocarstwo nie może weń ingerować na tak dużą skalę. Jeśli spróbujemy spojrzeć na tę kwestię z punktu widzenia Irańczyka łatwiej nam będzie zrozumieć jego postawę i trudno nam będzie się z nią nie zgodzić. Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci obce mocarstwa odcisnęły wystarczające piętno na polityce i gospodarce tego kraju, dlatego każda kolejna ingerencja postrzegana jest tu jako zagrożenie interesów narodowych. Irańczycy, w rozmowach ze mną, ubolewają, że nie rozumieją dlaczego Iran, który podpisał Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej jest cały czas na cenzurowanym, podczas gdy działalność państw takich jak Izrael, Pakistan czy Indie, których podpis nie widnieje pod tym dokumentem, nie wzbudza niczyich wątpliwości. Z perspektywy Irańczyków prawo do wzbogacenia uranu do poziomu pozwalającego na skonstruowanie broni nuklearnej jest głęboko uzasadnione. Są oni przekonani, że posiadanie arsenału nuklearnego zmieni status Iranu na scenie międzynarodowej i kraj ten z pariasa, który MUSI się dostosować do dyktatu mocarstw, stanie się partnerem, z którym TRZEBA się porozumieć.

Przez ostatnie dni niemal każdy Irańczyk wstrzymywał oddech patrząc na Bagdad, skąd oczekiwał odpowiedzi na pytanie o dalszy byt swojej rodziny, gospodarstwa, firmy. Obawa o to, co przyniesie kolejny dzień jest wyczuwalna u przedstawicieli wszystkich warstw społeczeństwa. Irańczycy jako naród oczekują zniesienia sankcji, chociażby tych ostatnich, nałożonych w styczniu 2012 roku, wymierzonych w Bank Centralny, wierząc, że powrót swobodnego przepływu gotówki przez tę instytucję ustabilizuje rynek walut i złota. Zamożniejsi obywatele ufają, że pozytywny wydźwięk rozmów odbije się korzystnie również na cenach nieruchomości, które w Teheranie przekroczyły poziom cen z Los Angeles. Jednak tym, co jednoczy cały naród są ceny paliw, które spośród cen wszystkich innych artykułów rosną najszybciej. Benzyna, której litr jeszcze w zeszłym roku był tańszy niż butelka wody mineralnej, obecnie staje się dobrem niemal luksusowym, a swoje tłuste lata mają firmy, które zajmują się montowaniem w autach instalacji na gaz CNG.

Jak się dowiedzieliśmy późnym popołudniem 24 maja nadzieja mieszkańców Iranu na pozytywny efekt rozmów z grupą 5+1 okazała się płonna. Początkowo optymistyczne prognozy przebiegu negocjacji już w środę wieczór zmieniły swój ton. Irańska delegacja, na czele której stał Said Dżalili, sekretarz generalny Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu, uznała, że propozycje, jakie Teheran otrzymał ze strony państw zachodnich, są niewspółmierne do wyrzeczeń, które będzie musiał ponieść kraj.

Czwartek, który upłynął głównie na spotkaniach bilateralnych Catherine Ashton i Saida Dżalili, nie poprawił atmosfery i rozstaniu dyplomatów towarzyszyła chłodna kurtuazja. Dżalili podczas swojego wystąpienia na konferencji prasowej zamykającej drugą turę rozmów, po raz kolejny podkreślił, że Iran nie zmieni swojego stanowiska, według którego każdemu z państw sygnatariuszy Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej należy się prawo do pokojowego wykorzystania energii atomowej - wedle głoszonego przez stronę irańską hasła: Energia atomowa dla wszystkich, broń atomowa dla nikogo.
Trwa ładowanie komentarzy...