Już tylko sześciu kandydatów w wyborach prezydenckich w Iranie

Lista kandydatów w wyborach prezydenckich Iranu zmniejszyła się o dwa nazwiska. Z wyścigu wycofali się Mohammad Reza Aref, kandydat popierany przez obóz reformatorów oraz Gholam Ali Haddad Adel, konserwatysta spowinowacony z rodziną ajatollaha Chameneiego.

W poniedziałek rano irańskie media podały informację o tym, że Gholam Ali Haddad Adel, wycofał się ze startu w wyborach prezydenckich. Były przewodniczący irańskiego parlamentu swój krok uzasadnił chęcią zwiększenia szans konserwatystów na zwycięstwo. W przemówieniu informującym o tej decyzji podkreślił, że podjął ją samodzielnie i że nie była ona wynikiem żadnych zewnętrznych nacisków. W przedwyborczych obietnicach utworzenia grupy 2+1, w skład której mieli wejść: Ali Akbar Welajati, Gholam Ali Hadad Adel i Mohammad Bagher Ghalibaf, wszyscy trzej kandydaci zapewniali, że wyłonią spośród swego grona jednego, którego poprze pozostała dwójka. Do wyborów stanęli jednak wszyscy i dopiero na cztery dni przed głosowaniem wycofał się Haddad Adel, zaś pozostali dwaj kandydaci nadal pozostają w grze.



Trudno przewidzieć na kogo zagłosuje elektorat Haddad Adela, gdyż oficjalnie nie poparł on żadnego ze swoich konkurentów. Jego wyborcy mogą zwrócić się ku dwóm pozostałym członkom nieformalnej grupy 2+1, ale równie dobrze mogą oddać głosy na Saida Dżaliliego. Poglądy tego ostatniego i Haddad Adela są bardzo zbliżone. Pokazała to wyraźnie ostatnia debata telewizyjna, która miała miejsce w piątek, 7 czerwca. Okazało się, że kandydaci konserwatystów istotnie różnią się w swoich poglądach, zwłaszcza na sprawy polityki zagranicznej. Zaś stanowisko Haddad Adela w tej kwestii bardziej zbliżone jest do opinii Dżaliliego niż pozostałych członków grupy 2+1. Dżalili natomiast jest bardzo mocno krytykowany przez Alego Akbara Welajatiego, jednego z najbliższych doradców przywódcy duchowego Alego Chameneiego, oraz Mohammada Bagher Ghalibafa, obecnego burmistrza Teheranu.

Haddad Adel podobnie jak Dżalili adresował swój program wyborczy do środowisk tradycyjnych związanych z konserwatystami. Tymczasem grupą docelową Ghalibafa jest elektorat klasy średniej ze środowisk basidżów, ale także studenci ze środowisk konserwatywnych, mieszkańcy małych miast i wsi. Siradżuddin Mirdamadi, irański dziennikarz radia Zamane, w wypowiedzi dla BBC Farsi, zauważył, że różnice w programach wyborczych trzech kandydatów konserwatystów są nawet większe niż te pomiędzy ich programami, a programem kandydatów ze skrzydła reformatorów. Tym samym mówienie o jakiejkolwiek „wspólnej” kandydaturze jest pozbawione sensu.

W obozie reformatorów też zaszły zmiany. O północy z poniedziałku na wtorek z wyścigu wycofał się Mohammad Aref. Dokładnie tydzień po tym jak kategorycznie ucinał wszelkie spekulacje na temat przekazania swojego elektoratu Hasanowi Rouhaniemu, Aref zmienił zdanie. W poniedziałek zadeklarował, że uszanuje decyzję liderów reformatorów i w razie poparcia przez nich kandydatury Rouhaniego, wycofa się z wyborów. Kilka godzin po tym oświadczeniu Mohammad Chatami ogłosił, że kandydatem obozu reformatorów jest Hassan Rouhani. Na konferencji prasowej Aref powiedział, że otrzymał od Chatamiego list, w którym były prezydent prosi go o wycofanie się z wyborów i przekazanie swoich głosów Rouhaniemu. Tym samym na wyborczej scenie pozostał już tylko jeden kandydat obozu reformatorów.

W najnowszych sondażach przedwyborczych prowadzi Mohammad Bagher Ghalibaf z 27% głosów, a Rouhani zajmuje dopiero 4. miejsce. Mohammad Aref w tym sondażu jest na 6. miejscu, tuż przed Haddad Adelem. Z wyścigu wycofali się zatem kandydaci z najsłabszym kapitałem wyborczym. Trudno na razie ocenić, czy ich decyzja będzie miała realny wpływ na wynik pierwszej tury wyborów.

Nie bez znaczenia pozostaje też ogromna rzesza wyborców, którzy deklarują, że jeszcze nie podjęli decyzji, czy w ogóle wezmą udział w głosowaniu. Wśród wielu Irańczyków panuje bowiem przekonanie, że wybory prezydenckie pozbawione są jakiegokolwiek znaczenia. Niektórzy podkreślają ponadto, że udział w wyborach jest niejako „zdradą” wobec tych, którzy zginęli w zamieszkach powyborczych 4 lata temu. Przypominają też, że dwaj spośród ówczesnych kandydatów reformatorów, Mir Hosejn Musawi oraz Mohsen Karubi, nadal pozostają w areszcie domowym.

Jednak jak podkreśla rzecznik prasowy firmy iPOS, która przygotowuje sondaże wyborcze podczas kampanii prezydenckiej w Iranie, prawdopodobnym jest, że tuż przed wyborami, gdy gorączka wyborcza sięgnie zenitu, wiele z tych osób może zmienić zdanie i pójść do urn. A jeśli pójdą, to zagłosują na kandydata reformatorów czyli Hasana Rouhaniego, który jest świadom siły tego „zbuntowanego” elektoratu. Członkowie jego sztabu ubrani na fioletowo, (przyjęcie określonego koloru jawnie odnosi się do stylu kampanii wyborczej reformatorów sprzed 4 lat – wówczas tym kolorem był zielony) rozdają na ulicach Teheranu ulotki z napisem Raj Midaham – Głosuję.
Trwa ładowanie komentarzy...