Cisza przedwyborcza w Iranie - The Final Countdown

Od ósmej rano w Iranie panuje cisza wyborcza. Kampania, która rozpoczęła się wraz z ogłoszeniem zaakceptowanych przez Radę Strażników Konstytucji kandydatów, skończyła się na dwadzieścia cztery godziny przed głosowaniem. Jak czytamy na stronie Radio Farda, ożywione przygotowania do wyboru następcy Mahmuda Ahmadineżada trwały do ostatnich godzin. Nawet w środku nocy na ulicach największych miast – w Teheranie, Maszhadzie, Tebryzie, - rozdawano ulotki i skandowano hasła wyborcze. Choć atmosferze daleko było do przedwyborczych wieców sprzed czterech lat, to na tle przebiegu tegorocznej kampanii wyborczej, która okazała się pozbawiona polotu, ostatnie godziny były naprawdę elektryzujące.

Kampania wyborcza w Iranie znacznie różni się od tej, którą znamy z polskich ulic. Mimo, że Irańczycy sami nie ukrywają sceptycznego nastawienia do standardów demokratycznych panujących w ich kraju, poza granicami którego otwarcie mówi się o teokratycznych rządach ajatollahów, na kilka godzin przed ciszą wyborczą zdają się o tym zapominać i tłumnie wylegają na ulice, by skandować hasła wyborcze swoich faworytów. Wczoraj w Teheranie obklejone plakatami wyborczymi samochody, z okien których wychylali się młodzi Irańczycy trzymając w wyciągniętych dłoniach podobizny swoich kandydatów, utknęły w gigantycznych korkach. Nikt jednak nie zdradzał oznak zniecierpliwienia taką sytuacją. Pomiędzy samochodami krążyli młodzi ludzie rozdając ulotki wyborcze. Atmosfera irańskich ulic na kilkadziesiąt godzin przed wyborami przypominała wielki festyn i wspólną zabawą bliską euforii po zwycięstwie meczu futbolowego tyle, że bez burd i palenia radiowozów.



Agencja Mehr opublikowała na swojej stronie wiele zdjęć z ostatnich godzin kampanii.



Entuzjazm ostatnich godzin przyniósł spadek napięcia, które wywołane było ponawianymi niemal każdego dnia, jak donosiły perskojęzyczne sekcje Radia Wolna Europa oraz BBC, atakami sił bezpieczeństwa na sztaby wyborcze Hasana Rouhaniego, kandydata popieranego przez obóz reformatorów. Po jednym z pierwszych wieców wyborczych tego kandydata niezidentyfikowani mężczyźni na motorach pobili jego uczestników. Z drugiej strony wiadomości, które docierały do odbiorców na Zachodzie, zdominowane były doniesieniami o powszechnej apatii Irańczyków i obojętności w stosunku do wyborów, które zdaniem wielu nie przyniosą żadnych zmian. Ostatnie godziny kampanii zdają się temu całkowicie przeczyć. Iran ogarnęła gorączka przedwyborcza.

Dzisiejsze wydania irańskich gazet, pomimo ciszy wyborczej, wypełnione są relacjami z ostatnich chwil kampanii. Proreformatorski dziennik Etemad w tytule czołówki, obok zdjęć wszystkich kandydatów, publikuje hasło wyborcze zwolenników Hasana Rouhaniego - Man Raj Midaham ( Głosuję). Pokazuje to niezwykłą zdolność Irańczyków do manewrowania pomiędzy tym, co zakazane a tym, co dozwolone. Z jednej strony bowiem Etemad nakłania jedynie do udziału w wyborach, z drugiej strony jawnie odnosząc się do kampanii Rouhaniego sugeruje oddanie głosu na tego właśnie kandydata. Jest to tym istotniejsze, że potencjalny elektorat Rouhaniego to w dużej mierze Ci, którzy jeszcze nie zdecydowali, czy w ogóle wezmą udział w wyborach.

W każdej z dzisiejszych gazet znajdziemy też słowo rahbara skierowane do narodu. Wszystkie dzienniki mają bowiem obowiązek publikowania oficjalnych wystąpień przywódcy duchowego. W swoim przedwyborczym wystąpieniu, ajatollah Ali Chamenei, przekonuje Irańczyków do masowego udziału w wyborach. Podkreśla, że nic nie jest tak ważne jak pójście tego dnia do urn, zwłaszcza gdy "wrogie siły zachodnie robią wszystko, aby zniechęcić Irańczyków do głosowania". Podobne słowa wygłaszane są przez Alego Chameneiego cyklicznie, przy okazji każdych wyborów. Dlatego Ci, którzy nie zdecydowali jeszcze, czy będą głosować, z pewnością nie podejmą tej decyzji pod wpływem apelu ajatollaha. Niezdecydowani reprezentują bowiem tę część społeczeństwa, która uczestniczyła w brutalnie stłumionych zamieszkach powyborczych w 2009 r. Rahbar wówczas stał po drugiej stronie barykady i zezwolił na strzelanie do protestujących.

Władze obawiając się bardzo niskiej frekwencji wyborczej podjęły nawet pewne kroki, aby zwiększyć zainteresowanie społeczne zbliżającą się elekcją prezydencką. W tym celu ogłoszono równoległe wybory do rad miejskich. O ile Irańczycy rzeczywiście mogą być pozbawieni nadziei na jakiekolwiek zmiany na szczeblu najwyższych władz, o tyle sprawy dotyczące ich najbliższego otoczenia są dla nich ważne, a poprzez udział w tego rodzaju wyborach mają poczucie realnego wpływu na ich bieg.

Na tym nie koniec, w czterech okręgach wyborczych będą także przeprowadzone wybory uzupełniające do irańskiego parlamentu, natomiast w dwóch prowincjach, odbędą się wybory uzupełniające do Zgromadzenia Ekspertów, rady w skład której wchodzi 86 duchownych. Zgromadzenie Ekspertów odpowiedzialne jest m.in za wybór przywódcy duchowego jak i za kontrolowanie jego poczynań.

Takie dążenie władz do zachęcenia jak największej liczby obywateli do udziału w wyborach każe zastanowić się nad siłą obecnego przywództwa Iranu i jego możliwościami ewentualnego sfałszowania wyborów. Być może nie doceniamy jak bardzo wewnętrznie zróżnicowany jest ten system polityczny i jak trudne jest tutaj manipulowanie przy urnach wyborczych.
Mimo to część Irańczyków jest przekonana, że prezydent został już wybrany. Ich zdaniem zostanie nim Said Dżalili, jeden z najbardziej zaufanych doradców przywódcy duchowego, Alego Chamaneiego. Drudzy natomiast, wieszczą zwycięstwo Ghalibafa. Inni z kolei przekazują plotkę o tym, że Welajati wycofał się z wyścigu wyborczego. Część spodziewa się drugiej tury, w której spotkają się Dżalili i Ghalibaf. Niektórzy widzą tam Ghalibafa i Rouhaniego. Historia Iranu uczy, że próba przewidywania wydarzeń w tym kraju jest przedsięwzięciem karkołomnym, jeśli nie niemożliwym, dlatego aby przekonać się, która z powyższych prognoz się ziści, musimy poczekać do jutrzejszego wieczora.
Trwa ładowanie komentarzy...