O autorze
Jestem iranistką, która choć niezmiennie zakochana w Iranie, patrzy nań z dystansu. Dystansu, który paradoksalnie jest możliwy tylko wtedy, gdy patrzymy od wewnątrz. Wierzę bowiem, że wnikliwa analiza wydarzeń, jakie mają miejsce w kraju słowików i róż, jest możliwa tylko wtedy, gdy uwzględnimy ich kontekst kulturowy. Od grudnia 2011 roku mieszkam w Teheranie. W samym centrum, gdzie co piątek budzą mnie gniewne nawoływania Śmierć Izraelowi, Śmierć Ameryce płynące z gardeł wiernych, którzy przybyli tłumnie na dziedziniec Uniwersytetu Teherańskiego, by wziąć udział w piątkowych modłach. Przysłuchuję się im pijąc poranną kawę i robiąc zakupy w pobliskich sklepikach, których właściciele, wbrew temu, co słyszę zza uniwersyteckiego muru, twierdzą, że Żydzi są w porządku i Amerykanie też.

Irańczycy wybierają prezydenta.

Kolejka przed lokalem wyborczym
Kolejka przed lokalem wyborczym http://mehrnews.com/detail/Photo/2076162#ad-image-17
O godzinie 8 rano (5:30 czasu polskiego) w Iranie rozpoczęły się wybory prezydenckie. Do południa zagłosowali już wszyscy kandydaci, a także przywódca duchowy, ajatollah Ali Chamenei.

Głosu nie oddał jeszcze ustępujący prezydent, Mahmud Ahmadineżad. Irańskie media spekulują, czy w ogóle pojawi się w lokalu wyborczym. Być może Ahmadineżad w ten sposób manifestuje swój sprzeciw wobec decyzji Rady Strażników Konstytucji, która nie dopuściła do startu w wyborach jego protegowanego, Esfandiara Masza’i.



Słychać też już pierwsze głosy krytyczne. Sztab wyborczy Hasana Rouhaniego złożył protest w sprawie kart wyborczych, na których nadal widnieje nazwisko Mohammada Rezy Arefa, proreformatorskiego kandydata, który wycofał się z wyścigu w nocy z poniedziałku na wtorek. Zdaniem zwolenników Hasana Rouhaniego obecność tego nazwiska na liście może wprowadzać w błąd głosujących i tym samym „rozproszyć” głosy zwolenników obozu reformatorów. Irańczycy donoszą również o nieprawidłowościach w komisjach wyborczych. W niektórych z nich znajdują się plakaty wyborcze kandydatów, np. Alego Akbara Welajatiego, jednego z najbliższych doradców duchowego przywódcy, Alego Chameneiego.



Jak podaje Radio Fardo w ciągu pierwszych godzin głosowania do urn ustawiały się długie kolejki. Na aktualizowanej na bieżąco stronie wyborczej perskiej sekcji Radia Wolna Europa możemy przeczytać, że w Ahwazie, mieście nad Zatoką Perską tuż przy granicy z Irakiem, lokale wyborcze były pełne ludzi. Autor relacji dodaje jednak, że wśród zgromadzonych dominowały osoby starsze i basidżowie, członkowie ochotniczych bojówek, którzy odegrali kluczową rolę w tłumieniu protestów powyborczych w 2009 r.



Pierwsze doniesienia mówią o przewadze dwóch kandydatów: Rouhaniego oraz Ghalibafa. Jednak wg niepotwierdzonych informacji żaden z nich nie zdobywa ponad 50% głosów, które potrzebne są do wygrania w pierwszej turze. Do tego należy pamiętać, że w Iranie nie są przeprowadzane tzw. „exit polls”, a wszelkie informacje na temat frekwencji, czy potencjalnych zwycięzców zdobywane są w nieformalny sposób, dlatego obarczone są dużym marginesem błędu.
Trwa ładowanie komentarzy...